5 ‚zdrowych’ produktów, których powinno się unikać.

Produkty, które powszechnie uznaje się za zdrowe, często takimi nie są. Oto 5 przykładów: -masło orzechowe Mowa tutaj głównie o maśle z ‘orzechów’ arachidowych/ ziemnych. ‘Orzechów’, dlatego…

Źródło: 5 ‚zdrowych’ produktów, których powinno się unikać.

Reklamy

5 ‚zdrowych’ produktów, których powinno się unikać.

3

 

Produkty, które powszechnie uznaje się za zdrowe, często takimi nie są. Oto 5 przykładów:

-masło orzechowe

Mowa tutaj głównie o maśle z ‘orzechów’ arachidowych/ ziemnych. ‘Orzechów’, dlatego, że w rzeczywistości orzechami nie są, a należą do rodziny roślin strączkowych. Strączki, tak samo jak zboża obfitują w lektyny (dokładniej aglutyniny), czyli glikoproteiny, które działają na śluzówkę naszego jelita drażniąco i rozszczelniająco. Gdy jelito jest rozszczelnione niechciane cząstki mogą przedostać się do krwioobiegu, powodując stan zapalny. Dodatkowo, lektyny mają zdolność do przyłączania się do naszych komórek w narządach, naśladując ‘wroga’ ( i znów inicjując stany zapalne), a gdy przylepią się do naszych krwinek czerwonych, powodują ich aglutynację(zlepienie). Namiętnie jadane przez osoby trenujące masło orzechowe, w szczególności działa niekorzystnie na ich barierę jelitową, gdyż intensywne ćwiczenia fizyczne dodatkowo przyczyniają się do rozszczelnienia tej bariery. Orzeszki ziemne obfitują w kwasy omega 6, czyli te o działaniu prozapalnym i charakterze niestabilnym. Proces mielenia, często także prażenia, a potem długiego stania na półce sklepowej sprzyja utlenianiu tych kwasów, co powoduje syntezę wolnych rodników. Strączki zawierają także dużo kwasu fitynowego, który to wiąże różne substancje, między innymi minerały takie jak wapń, cynk, magnez czy żelazo, a tym samym uniemożliwia ich wchłonięcie w jelicie cienkim. Jakby tego było mało zawierają także inhibitory trypsyny (enzymu trawiącego białka), co powoduje zahamowanie działania tych enzymów, a to w konsekwencji prowadzi do niekompletnego trawienia, co z kolei może powodować objawy dyspeptyczne –wzdęcia, gazy, uczucie ciężkości, a także upośledzone wchłanianie, a ‘niedotrawione’ cząstki predysponują do przedostania przez nieszczelną barierę jelitową. Dodawanie masła orzechowego non stop do owsianek, jaglanek, koktajli, naleśników i innych deserów nie będzie działało odżywczo. Lepszą alternatywą będzie masło z orzechów nerkowca, migdałów, włoskich  czy laskowych, najlepiej zrobione samemu, po uprzednim wymoczeniu orzechów aby zlikwidować część substancji antyodżywczych jakie w nich siedzą.

-mleko sojowe

Uznawane za zdrowsze ze względu na brak laktozy-cukru mlecznego. Soja jest w tych czasach mocno modyfikowana genetycznie i wszystkie produkty z niej pochodzące będą tym obarczone. Długotrwałe jej spożywanie może także źle wpływać na pracę tarczycy, gdyż soja zawiera goitrogeny- substancje wolotwórcze, które blokują receptory tarczycy dla jodu, zaburzając jego metabolizm w organizmie, a także zmniejszają wydzielanie peroksydazy tarczycowej (TPO), czyli enzymu, który bierze udział w syntezie hormonów tarczycy ( T4, T3), przez co przyczyniają się do niedoczynności tarczycy i powstawania wola. Oprócz tego, zawiera fitoestrogeny- estrogeny (hormony żeńskie) pochodzenia roślinnego, które mogą namieszać w naszej gospodarce hormonalnej. Udowodniono, że mogą przyczyniać się do obniżenia poziomu testosteronu u mężczyzn, bezpłodności, a nawet do rozwoju raka piersi u kobiet. Soja to także strączek, tak więc będzie zawierała wszystkie substancje antyodżywcze z podpunktu wyżej.

-tuńczyk

Uważany za dobre źródło białka. Wydaje się być umiłowany przez osoby trenujące, jako potreningowe uzupełnienie tego makroskładnika. Tuńczyk jest jedną z ryb, która najbardziej obarczona jest wysokim stężeniem metali ciężkich, w szczególności rtęci. Wysoka zawartość omega3? Żeby spakować takiego tuńczyka do puszki, przechodzi on przez wiele procesów technologicznych, które utleniają nam nienasycone kwasy tłuszczowe. To samo tyczy się łososia hodowlanego. Zawiera dużo rtęci i innych toksyn (nierzadko pasożytów), którymi wypełnione są zbiorniki w jakich się go hoduje. Najlepiej wybierać ryby te dziko żyjące, które plasują się jak najbliżej końca łańcucha pokarmowego- te mniejsze jak- szprotki, sardynki ( dziki łosoś, czy tuńczyk od czasu do czasu też nas nie zabiją 🙂 ).

-soki owocowe

Duża kondensacja czystej fruktozy i to ona jest tu winowajcą. Co innego zjedzenie owocu, gdzie fruktozy jest o wiele mniej niż w soku i występuje ona w towarzystwie błonnika, antyoksydantów, witamin i minerałów, a co innego pasteryzowany sok prawie kompletnie ich pozbawiony lub też każdy inny produkt, który zawiera ten cukier w łatwo przyswajalnej formie – np. syrop z agawy (nie wspominam o syropie glukozowo-fruktozowym, bo wydaje mi się, że nikt go nie uznaje za potencjalnie zdrowy składnik :)). Takie częste spożywanie soków będzie obciążało naszą wątrobę – będzie ona musiała tę fruktozę zmetabolizować do glukozy (i/lub  upakować w formie glikogenu). Nadmiar dostawy fruktozy, gdy magazyn glikogenu w wątrobie mamy pełny ( również w mięśniach, kiedy nie ruszamy się nazbyt intensywnie) będzie prowadził do odkładania go w formie tkanki tłuszczowej ( otyłość/ stłuszczona wątroba). Oprócz tego, z uwagi na to, że nie jest ona całkowicie wchłaniania w jelitach, może powodować nieprzyjemne objawy jelitowe. Dodatkowo fruktoza nie stymuluje wydzielania leptyny – hormonu sytości, co także predysponuje do gromadzenia tłuszczu. Fruktoza przyczynia się również do tworzenia vLDL – lipoproteiny o bardzo niskiej gęstości, powiązanej z chorobami serca i naczyń krwionośnych, a także do zaawansowanych produktów glikacji ( co może prowadzić do stanów zapalnych i wszystkich skutków jakie za sobą pociągają). Tak jak wspomniałam wyżej, owoce jedzone w racjonalnych porcjach to zupełnie inna sprawa.

-oleje roślinne,

Jako grupa produktów. W szczególności popularne : olej słonecznikowy, rzepakowy, kukurydziany, sojowy, a nawet z pestek winogron czy z pestek dyni. Wszystkie te oleje wykazują przewagę nienasyconych kwasów tłuszczowych, które to mają charakter niestabilny i wrażliwy na światło, temperaturę czy niektóre związki chemiczne. Smażenie na takich olejach lub proces rafinacji to nic innego jak utlenianie tych tłuszczy do prozapalnych izomerów trans i wysyp niebezpiecznie reaktywnych form tlenu ( wolnych rodników). Co znajduję się w blaszce miażdżycowej? Miedzy innymi właśnie izomery kwasów tłuszczowych trans ( warto uściślić, ze tylko oleje roślinne jako nienasycone kwasy tłuszczowe mogą zmienić swoją konfigurację na trans, nie oleje nasycone, czyli te pochodzenia zwierzęcego). Co z nierafinowanymi? Nadal będą wysoce reaktywne ( jasne butelki, długie stanie na półkach- to już będzie powodowało ich utlenianie). Oleje roślinne są również zazwyczaj bogate w kwasy tłuszczowe nienasycone omega6, te o działaniu prozapalnym. Jeśli chodzi o olej rzepakowy, tu dodatkowym wielkim minusem jest zawartość kwasu erukowego- silnej toksyny, którą opryskiwane są pola. Olej lniany? Zawiera w większości ALA- kwas alfa linolenowy, który to musi zostać przekonwertowany ( a proces ten zachodzi tylko w około 10-15%) do EPA/DHA- najważniejszych dla nas form omega3. Dlatego nie będzie stanowił on bogatego źródła tych kwasów, ale jako dodatek do dobrze zbilansowanej diety nie będzie działał niekorzystnie ( chyba, że jesteś mężczyzną i spożywasz go w dużych ilościach- zawiera pewne ilości fitoestrogenów), szczególnie ten Budwigowy, w ciemnej butelce, przechowywany max miesiąc w lodówce. Dobrym wyborem będzie oliwa z oliwek extra virgin z uwagi na odpowiedni stosunek omega 3 do omega 6 (smalec ma podobny 😉 ), a także olej kokosowy (mimo, że to olej roślinny, charakteryzuje się przewagą wartościowych kwasów tłuszczowych nasyconych), na zimno olej z czarnuszki/ ogórecznika/ wiesiołka. Do smażenia nadają się tłuszcze nasycone: olej kokosowy, masło klarowane, względnie smalec/oliwa z oliwek.

 

Nie zawsze to, co utarło się jako dobre, zdrowe i ‘fit’ jest takie w rzeczywistości. Niestety takich produktów jest o wiele więcej niż tych 5. Nie namawiam do całkowitego wykluczenia tych wymienionych, ale jeśli okrzyknięte zostały  wartościowymi, to warto wiedzieć, że nie do końca tak jest, a jedzenie ich bez umiaru może być niekorzystne. Miej świadomość 🙂

 

 

 

Źródła:

  1. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23075554
  2. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23134759
  3. http://pl.universalbiology.eu/index.php/pl/artykuly/zespol-nieszczelnego-jelita
  4. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15302522

Dlaczego gluten szkodzi również osobom bez celiakii.

Temat wałkowany wiele razy, ale poczułam się do napisania jako, że to jeden z moich poglądów, w istotnej kwestii jaką jest : do jakiej drużyny należysz? Gluten czy bezgluten :D. Dieta bezglutenowa ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Bo zgodnie z zaleceniami IŻŻ dieta bezglutenowa jest wyłącznie przeznaczona dla osób z chorobą trzewną(celiakią) a ‘zdrowy’ człowiek powinien spożywać 4-5 posiłków bogatych w węglowodany złożone. Nie wspomnę o nabiale, najlepiej chudym. Smażeniu na olejach roślinnych. I koniecznie jak najmniej tłuszczu.

Skoro takie zasady żywienia zostały ustalone odgórnie przez Instytut Żywności i Żywienia, to chyba powinniśmy cieszyć się zdrowiem i tryskać energią?

Coś chyba jednak poszło nie tak.

Skąd więc tak dużo chorych ludzi? Skąd coraz więcej chorób autoimmunizacyjnych: Hashimoto, cukrzyca, reumatoidalne zapalenie stawów? Do tego insulinooporność na każdym kroku, otyłość, permanentny brak energii, alergie, depresje i fatalny stan jelit.

I teraz może pojawić się pytanie, czy więc za to wszystko odpowiada gluten? I jest on złem całego świata?

Prawie. 🙂

2

Czym jest gluten? Gluten jest białkiem znajdującym się w ziarnach.  Powoduje on, że po wyrobieniu ciasta na chleb, ma on konsystencję gumowatą. Zlepia. W każdym typie ziarna znajduje się inny rodzaj glutenu i tak np. w pszenicy jest to gliadyna i glutenina, w życie jest to sekalina, w jęczmieniu hordeina, a w owsie awenina. Najgorszą z tych prolamin jest oczywiście gliadyna zawarta w pszenicy. Owies naturalnie zaliczany jest do zbóż bezglutenowych, ale z uwagi na wspólne przechowywanie i przetwórstwo z innym zbożami, jest on mocno zanieczyszczony glutenem(tym typowym). Dlatego osoby z celiakią nie mogą go spożywać.

Warto też dodać, że dzisiejsze chleby mają mało wspólnego z tymi, które były robione kiedyś. Dzisiejsze ziarna zostały mocno zmodyfikowane genetycznie i zawierają znaaacznie większą ilość glutenu niż te z dawnych lat.

A więc. Dlaczego gluten szkodzi również osobom bez celiakii:

rozszczelnia jelita. Udowodniono, że powoduje rozluźnienie enterocytów, czyli komórek nabłonka ścian naszych jelit, które z natury są mocno ze sobą połączone, aby żadne niechciane substancje nie przechodziły przez ich barierę do krwioobiegu, a przepuszczały składniki chciane, czyli odżywcze. Są więc selektywnie przepuszczalne. Gluten powoduje, że bariera ta staje się luźniejsza, jelita stają się otwartą bramą dla niestrawionych do końca molekuł, różnych antygenów (w tym glutenu), toksyn, bakterii i innych niepożądanych substancji. Potwierdzają to badania zonuliny, białka które towarzyszy  rozszczelnieniu bariery i którego to poziom jest znacznie powyżej normy przy takim zjawisku.  A jakie dalsze skutki za tym idą?

Stany zapalne. Gdy niechciane cząstki ‘wejdą’ w krwioobieg, stają się intruzem. Organizm aktywuje swój system immunologiczny, i wysyła swoje wojska- przeciwciała, które to mają zneutralizować niechcianego gościa. Niekiedy dodatkowo przekraczają one i kolejną barierę krew-mózg, co jeszcze bardziej komplikuje sprawę . Powodem tego jest stan zapalny organizmu, co nie jest wcale sytuacją negatywną, to normalna obrona ustroju. Aczkolwiek jednorazowo, od czasu do czasu, a nie codziennie, przy nieprzerwanym spożyciu glutenu. Jak odczuwamy takie stany zapalne? Najróżniej. Od zmęczenia, bólów głowy, ciągłych infekcji, przez problemy skórne, trawienne, brak koncentracji, mgły umysłowe tzw. Brain  fog’i, aż po depresje, stany lękowe, zapalenia stawów, bóle kości, mięśni, alergie, nietolerancje pokarmowe, astmę  i wiele innych, każdy reaguje inaczej. Jakie skutki z kolei niesie za sobą przedłużający się stan zapalny, albo nawet i przewlekły?

choroby autoimmunizacyjne. Po jakimś czasie, gdy nasz układ odpornościowy jest cały czas stymulowany do walki, niekiedy z powodu zmienionych tkankowo narządów przez antygeny, przestaje rozpoznawać nasze własne tkanki, zaczyna atakować i je. Słowem, nasza immunologia zaczyna wariować i niszczy samego siebie. Gdy celem ataku jest np. tarczyca (gluten ma bardzo podobną strukturę  do komórek tarczycy, tak więc przeciwciała przeciwko glutenowi, mogą zmylone zaatakować i tarczyce), mamy hashimoto, gdy stawy- reumatoidalne zapalenie stawów, gdy jelita-celiakię (celiakia może ujawnić się w każdym momencie naszego życia, jeśli mamy do tego predyspozycje genetyczną ale też i sprzyjamy takiej sytuacji  np. właśnie spożywając namiętnie chlebki i bułki).

Zawsze przy chorobie autoimmunizacyjnej występuję w większym lub mniejszym stopniu nieszczelność jelit.

zamula mózg, uzależnia. Gliadomorfina to fragmet peptydowy nie do końca strawionego glutenu ( a to częste zjawisko) , który przyłącza się w mózgu do receptora opioidowego powodując w ten sposób uczucie zadowolenia po zjedzeniu np. mięciutkiej kajzerki, ale i również w późniejszym czasie zamulenie, obniżenie nastroju, zachowania agresywne, a z tych gorszych schizofrenię a także przyczynia się do zaostrzenia złego samopoczucia cierpiących na autyzm.

-zazwyczaj wraz z glutenem w pakiecie dostarczamy też:  lektyn i inhibitorów proteaz. Lektyny to  substancje podrażniające jelita, maja zdolność  przyklejania się do innych cząstek i wywoływania stanów zapalnych.  Mogą powodować objawy tzw jelita drażliwego i przyczyniać się do chorób autoagresywnych. Inhibitory proteaz to substancje blokujące działanie enzymów proteolitycznych, czyli tych trawiących białka. Powoduje to utrudnione trawienie, przez co upośledzone wchłanianie białek, a także problemy trawienne jak wzdęcia, gazy, uczucie ciężkości, może przyczynić się do dysbiozy np. SIBO.

-Oprócz tego w produktach zbożowych pełno kwasu fitynowego, który wiąże minerały, szczególnie wapń, magnez i żelazo, przez co nie są one wchłaniane. Także okrzyknięte ‘zdrowymi’ produkty pełnoziarniste tak naprawdę nie dostarczają wielu związków odżywczych, gdyż większość jest po prostu nie wchłaniana.

Jedna mała kromka chleba jeszcze nikogo nie zabiła. Ale za to 3-4 dziennie, codziennie, przez x lat, mogą zdziałać więcej złego niż dobrego. Każdy ma swoje zdanie i swój wybór. Warto jednak być otwartym i mieć świadomość. Nie chodzi o propagowanie mody na bezglutenową dietę, często napakowaną produktami, które z natury powinny go zawierać, ale w wyniku różnych metod są go pozbawiane ( np. chleby, ciasteczka, makarony), nie o to chodzi. Chodzi o jedzenie jak najprostsze i jak najbardziej naturalne.  Pewnie, że z pozoru łatwiej jest sięgnąć rano po kanapkę, ŁATWIEJ jest skrytykować  i wyśmiać  – bo moim zdaniem krytyka wynika często z lenistwa. Ale czy nie LEPIEJ włożyć odrobinę wysiłku w zmianę nawyków na lepsze? Na pewno warto spróbować , samemu przekonać się na własnej skórze i przede wszystkim zdrowiu.

Źródła :

  1. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16635908
  2. http://jnnp.bmj.com/content/72/5/560.full
  3. http://www.thepaleomom.com/why-grains-are-bad/
  4. https://www.cyrexlabs.com/M2News/tabid/178/Default.aspx
  5. Cade R, Privette M et al. “Autism and Schizophrenia: Intestinal Disorders” Nutr. Neurosci 3 (2000) 57-72. Published by Overseas Publishers Association, (OPA) N.V.).
  6. http://www.bioautyzm.pl/28/
  7. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22564339
  8. http://www.generationrescue.org/assets/Published-Science/James-Adams-Summary-of-dietary-nutritional-and-medical-treatment-for-ASD.pdf (13-15)